czwartek, 27 lutego 2014

Chapter 4

Następnego dnia
   Wczoraj było po prostu nieziemsko. Dostałam medal, a potem królowa zaprosiła mnie na herbatę i poprosiła, żebym to ja wykonywała zlecane przez nią misje. 
   Dzisiaj obudziłam się dziewiątej. Byłam wyczerpana po wczorajszym dniu. Dzisiaj miałam szansę odpocząć. Zwlokłam się z łóżka, przebrałam się, wzięłam szkicownik i usiadłam przy biurku. Przejrzałam rysunki i spojrzałam na telefon. Była za piętnaście jedenasta. Zaczęło mi się strasznie nudzić. Wzięłam deskę, full capa, jeden pistolet i na wszelki wypadek jeden granat i zapas naboi, i poszłam po śniadanie. Szybko zjadłam tosta i wypiłam sok. Oznajmiłam Liamowi, że idę do pobliskiego Skate Parku. Przy drzwiach zatrzymał mnie Zayn.

-Idę z tobą.
-Nie potrzebuję stałej opieki-uśmiechnęłam się.
-Kto mówił, że ja dla opieki? Idę pojeździć-powiedział-i spędzić trochę czasu z moją dziewczyną-dodał szeptem.
-Okej... ale pośpiesz się-odpowiedziałam zarumieniona.
Ten się tylko uśmiechnął. ubrał się, wziął deskę i po chwili był już gotowy. Wyszliśmy z domu i poszliśmy do skate parku. Na początku mi trochę nie wychodziło, ale po około piętnastu minutach ciągłego upadania jakoś się nauczyłam. Zayn radził sobie bezproblemowo. Ja mogę się tłumaczyć tym, że straaaasznie dawno nie jeździłam. Ostatni raz przed śpiączką jak miałam chyba siedem lat. Później poszliśmy na lody. Malik mnie pocałował i wróciliśmy spacerkiem z powrotem do domu. Nie było nas jakieś trzy godziny, a w tym czasie wszyscy powstawali na nogi i siedzieli przy laptopach. Wykonywali jakąś 'misję'. Poszłam do swojego pokoju i przypomniałam sobie pewną małą rzecz. Jutro mam rozpoczęcie roku szkolnego!
Szybko pobiegłam do szafy w poszukiwaniu odpowiednich ubrań. Po godzinie miałam wszystko perfekcyjnie przygotowane. Włącznie z torebką, w której miałam notes, piórnik, broń i małą wodę.
   Usiadłam przed laptopem, weszłam na twittera. Dodałam parę swoich fotek i potweetowałam trochę. W końcu znudziło mi się to i weszłam na jakieś stronki plotkarskie. Kliknęłam na pierwszy lepszy artykuł i czekało mnie dosyć miłe zaskoczenie. Tytuł artykułu brzmiał:

Blair Davies. Czyżby nowa wschodząca gwiazda? 

Założę się, że jest to sprawka Simona. Zrobił przykrywkę dla chłopaków i dla mnie również miał zamiar. Chwila... ale to oznaczało by... Przewinęłam w dół. Było tam wideo jak śpiewam Viva la vida i Yesterday. Zamurowało mnie. Natychmiastowo zadzwoniłam do szefa i wydarłam się na niego. Mógł mi przynajmniej powiedzieć, że mnie nagrywa. On twierdził, że wtedy wyszło by zbyt sztucznie. Wkrótce uspokoiłam się i ogarnęłam. Zaczęłam czytać jakieś fanficki i słuchałam muzyki. Potem zeszłam do piwnicy, gdzie było mini studio nagraniowe i nagrałam kilka piosenek, które wcześniej sama napisałam.
,,Zaniosę je dla Simona, może coś z tego będzie" - pomyślałam. Poszłam na górę do swojego pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się do łóżka.
***
   Obudziłam się około trzeciej nad ranem. Okno było otwarte. Na samym początku pomyślałam, że to któryś z chłopaków, ale szybko zmieniłam zdanie. Przede mną stał jakiś brunet z jasnymi oczami. W ręku trzymał strzykawkę. Bałam się, cholernie się bałam. Próbowałam uciec, ale on złapał mnie i wstrzyknął mi zawartość strzykawki w żyłę. Straciłam przytomność. Obudziłam się dopiero w szpitalu. Pierwsze co zobaczyłam to pochylona twarz Zayna. Płakał. Wszyscy mieli zamknięte oczy. Nic nie widzieli przez łzy. Przyłożyłam swoją rękę do policzka Malika. Otworzył oczy i pocałował mnie. Po chwili jednak przestał i był kompletnie zszokowany. Mój puls na aparaturze wynosił zero. Został wezwany lekarz i stwierdził, że moje serce nie bije i to nie możliwe abym żyła. Zamurowało mnie. Wszyscy myśleli zapewne, że sama z siebie straciłam przytomność albo miałam zawał. Ja jednak zastanawiałam się co tamten mężczyzna mi wstrzyknął. Postanowiłam nikomu o tym nie mówić i bardziej na siebie uważać. Przegapiłam cały pierwszy miesiąc szkoły z powodu śpiączki, do której się tak na prawdę całkowicie przyzwyczaiłam. Miałam teraz dołączyć do klasy "całkowicie przez przypadek" i wrócić do normalnego życia. 
***
   Pierwszy dzień w szkole. Jestem straszliwie podekscytowana i zarazem strasznie się stresuję. Pierwszą czynnością, którą zrobiłam po przebudzeniu się, było spojrzenie w lustro. Wyglądałam całkowicie inaczej niż przed miesiącem. Byłam strasznie blada i co dziwne od czasu do czasu zmieniał mi się kolor oczu. Po trwającym kilka minut rozmyślaniu poszłam do garderoby. Po paru, może parunastu minutach byłam już gotowa. Skierowałam się w stronę kuchni w celu zjedzenia śniadania. Na blacie zastałam jedynie gotowy posiłek i kartkę z informacją:
Jesteśmy w studiu. Potem mamy udzielić paru wywiadów, więc będziemy w domu około 18.00.
Jak będziesz coś chciała to zadzwoń.
Zjadłam śniadanie i wsiadłam w samochód. Pojechałam prosto do szkoły. Miałam jeszcze dwadzieścia minut do lekcji, ale wolałam być wcześniej. Zaparkowałam auto na parkingu i kiedy tylko z niego wysiadłam zobaczyłam jakiegoś faceta stojącego pod drzewem. Na moje szczęście promyk oświetlił mu twarz. Poznałam go. To ten jasnooki brunet, który miesiąc temu o mało co mnie nie zabił. Całe szczęście miałam broń i mogę dać sobie rękę uciąć, że Simon wysłał któregoś z ochroniarzy do szkoły żeby mnie chronił. Z jednej strony to było przyjemne, bo miałam poczucie bezpieczeństwa, ale co jeśli że ochroniarz polegnie?        Skierowałam się w stronę sali od francuskiego i oparłam się o ścianę. Rozejrzałam się po korytarzu i nie zobaczyłam już tego bruneta. Całe szczęście. Zadzwonił dzwonek. Lekcja minęła dosyć szybko. Przyszedł wychowawca i przedstawił mnie klasie. W tej chwili mieliśmy przerwę obiadową. Usiadłam samotnie przy jednym ze stolików. Podeszły do mnie dwie dziewczyny. Chwila... skądś je znam. To były te dwie, 'którym mogłam zaufać' jak to powiedział Simon.
-Cześć! Jak się nazywasz? - zapytała brunetka.
-Jestem Blair, a wy?
-Ja mam na imię Nadia, Nadia Sonas, a to jest Thea Moretti-odpowiedziała pytająca.
-Chodzimy razem do klasy-wytłumaczyła Thea.
-Fajnie, nareszcie kogoś poznałam. Trochę niezręcznie chodzić do szkoły, w której nikogo się nie zna-powiedziałam z uśmiechem.
-Nom-odparła Nadia-możemy się przysiąść?
-Okej.
-Chciałabyś dzisiaj pójść z nami do galerii? Lepiej się poznamy i w ogóle...-zaczęła Thea.
-Potem mogłybyśmy pójść do kina, albo do mnie-skończyła brunetka.
-Ok i tak nie mam żadnych planów.
Kiedy było już po lekcjach pojechałyśmy do domów żeby odłożyć torby. Miałyśmy być przed galerią o godzinie 15.00. Nie przebierałam się. Jedynie zostawiłam torebkę. Wyszłam z domu i pojechałam do galerii. Dziewczyny już były na miejscu. Na początku poszłyśmy do Taco Bell, później na małe (heh) zakupy, a następnie do kina. Po filmie pojechałyśmy do domów, bo byłyśmy strasznie padnięte. Zdążyłam przed przyjazdem chłopców. Po chwili ktoś do mnie zadzwonił, odebrałam
-Tu Simon. Mam dla ciebie newsa. Jutro dajesz koncert. Przygotuj się i ubierz jakoś... fajnie.
Liczę na ciebie. Chłopcy też zagrają, ale o tobie nic nie wiedzą. Nie mów im. Aha... i wymyśl jakiś pseudonim. Powodzenia. 
-Coo?!!!!!!!!!! Jak... ale... nie...-nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa-robisz sobie ze mnie żarty czy co?!
-Twoja płyta się świetnie sprzedaje, więc chcą cię zobaczyć na żywo.
-Moje co? - zrobiłam minę a'la srsly.
-A no tak nie powiedziałem ci... W każdym razie bądź gotowa jutro na 16.00.
Rozłączyłam się. Poszłam do pokoju się przebrać, a następnie do mini-studia w piwnicy. Ćwiczyłam około godziny. Poszłam do kuchni się napić. W salonie siedzieli chłopcy i coś tam omawiali.
-Cześć Blaire's!-zawołał Niall.
-Hej... chwila jak do mnie powiedziałeś?
-Blaire's... A co? Taki jakby pseudonim.
-O jezu... Zapomniałabym. Dzięki.
-What?-powiedział zdziwiony Niall.
-A tak w ogóle jutro gramy koncert. Wpadniesz?
-Tak, będę. O której i gdzie?
-16.00 i Paul po nas przyjedzie.
-A co będziecie śpiewać?
-Covery. 
-Aha.
Pobiegłam na górę i wysłałam SMS-a do Simona.
Mam już pseudonim, ale mam też jedno małe pytanko. Co ja mam niby zaśpiewać?!
Po paru minutach odpisał:
Napisz jaka. Będziesz śpiewała trzy piosenki. To jest tak jakby wieczór coverów, więc wybierz coś sama. 
No tak przecież chłopcy też będą śpiewać covery. Wzięłam się za odpisywanie na SMS-a.
Pseudonim to Blaire's. Niall go wymyślił. Już nawet wiem co zaśpiewam.
Parę sekund później otrzymałam odpowiedź:
Pseudonim mi się podoba, a teraz pochwal się co zaśpiewasz i poćwicz trochę. Powodzenia.
Odpisałam:
Zaśpiewam:
Yesterday-The Beatles
Viva la vida-Coldplay
Can't Hold us-Macklemore&Ryan Lewis
Podoba się? Idę ćwiczyć.
Ponownie zeszłam na dół do studia, jednak ono było zajęte przez chłopców. No nic, poszłam ćwiczyć do swojego pokoju. Dostałam SMS-a  (znowu xd)
A masz jakąś na bisy? Najlepiej dwie albo trzy.
No to miałam mały problem. Po małej burzy mózgów wpadłam na genialny pomysł.
Niech pomyślę... mogłabym zaśpiewać jeszcze:
Thrift Shop-Macklemore&Ryan Lewis
Royals-Lorde
Little party never killled nobody-Fergie
Podoba się? A teraz sorki, bo muszę trochę poćwiczyć.
Nie odpisywał, więc miałam trochę czasu na poćwiczenie i przygotowanie się do szkoły. Odrobiłam lekcje, nauczyłam się i spakowałam. Później zeszłam na dół i zjadłam kanapkę. Następnie poszłam znów do pokoju, powaliłam się na łóżko i opadłam w objęcia Morfeusza.
***
   Wstałam o godzinie 5.12, ubrałam się i zeszłam na dół. Chłopcy jeszcze spali. Zostawiłam im kartkę z informacją gdzie jestem, żeby się Liam nie czepiał, przekąsiłam coś i wsiadłam do auta. Po paru minutach stałam pod budynkiem zwanym potocznie szkołą. Przy wejściu spotkałam Nadię i Thea'ę, razem poszłyśmy na lekcje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz